piątek, 20 lipca 2012
prowokacja?
No i zostałam na kilka dni sama w pracy. Nowe doświadczenie :)
Nic to jednak przy prowokacjach, jakie mi się zdarzają. Jestem prowokowana i zaczepiana. Pogubiłam się w tym, nie mam pojęcia o co chodzi. Gdzie zaczyna, a gdzie kończy żart. Nadążałam do czasu, już przestałam. Pewniak jest jeden- spaaaać :)
środa, 18 lipca 2012
Od rana myślami byłam w lesie. Chciałam uporać się z pracą szybciej niż zwykle i mieć dla siebie choć godzinkę na wsi. Udało się. Wróciłam zalana. Od stóp do głów, kapało ze mnie jak z rynny. Ale co się nawochałam lasu i najadłam malin, to moje :)
I nikt mi nie powie, że takie zakątki nie są piękne. Daleko nie trzeba jechać, by mieć widoki jak z kalendarza :)
I nikt mi nie powie, że takie zakątki nie są piękne. Daleko nie trzeba jechać, by mieć widoki jak z kalendarza :)
wtorek, 17 lipca 2012
Ja? Ja nieeee
Przyznaje. Początki są pełne buntu. Niby dlaczego? Z jakiej racji? Tylko kieeedy? Nie ma czasu, no i oczywiście- Po co?
Trudno jest w coś się zaangażować, jeśli nie widzi się w tym sensu. Pomijając brak jakichkolwiek korzyści łącznię z tą zwaną satysfakcją. Ale zlecenie to zlecenie. Niespodziewanie i bardzo niepostrzeżenie wdarły się pod moje palce kolejne dwie strony internetowe. Nie, nie chciałam. Ale po cichu, rozglądając się, czy oby nikt nie patrzy, zajrzałam, żeby sprawdzić co jest i coma być. Zaskoczyło. Bo jak już mam jakiś błysk, pomysł (którego słowo daję tym razem wcale nie chciałam), przychodzi chęć na sprawdzenie siebie. A jak już zaczynam, wkręcam się na całego. No i tu też zaczyna mnie ponosić. Godzina 22. a ja patrzę sobie co by tu jeszcze... Skoro powiedziałam "A", nie chcę, by ktoś inny mówił "B". Swojego zalążka przecież nie oddam. Chcę być realizatorem dzieła. Chcę pracować nad projektem, tworzyć publikacje i układać z puzzli całość. Sama siebie uczę, bo nikt mi nie mówi jak ma być. Będzie tak, jak postanowię. A gdybym jednak się pomyliła, mogę liczyć na sugestię. Ktoś musi wiedzieć, że to lubię i że jeśli zaczynam się angażować, to choćbym noce miała zarywać, doprowadzę to do końca.
Nie dla kogoś, dla siebie przede wszystkim. I staram się jak mogę, by nowe przedsięwzięcia nie rozwijały się kosztem tych istniejących. Niestety, działając w pojedynkę, fizycznie nie jest się w stanie sprostać wszystkiemu. Doba mogła by być nieco (ostatnio moje ulubione słowo) dłuższa. A przecież i na grilla trzeba czasem znaleźć chwilę tej letniej jesieni ;)
Ubaw mam dziś z siebie, bo jeszcze parę dni temu powiedziałam "oooo nie". A już po głowie mi błyskawice latają :)
Trudno jest w coś się zaangażować, jeśli nie widzi się w tym sensu. Pomijając brak jakichkolwiek korzyści łącznię z tą zwaną satysfakcją. Ale zlecenie to zlecenie. Niespodziewanie i bardzo niepostrzeżenie wdarły się pod moje palce kolejne dwie strony internetowe. Nie, nie chciałam. Ale po cichu, rozglądając się, czy oby nikt nie patrzy, zajrzałam, żeby sprawdzić co jest i coma być. Zaskoczyło. Bo jak już mam jakiś błysk, pomysł (którego słowo daję tym razem wcale nie chciałam), przychodzi chęć na sprawdzenie siebie. A jak już zaczynam, wkręcam się na całego. No i tu też zaczyna mnie ponosić. Godzina 22. a ja patrzę sobie co by tu jeszcze... Skoro powiedziałam "A", nie chcę, by ktoś inny mówił "B". Swojego zalążka przecież nie oddam. Chcę być realizatorem dzieła. Chcę pracować nad projektem, tworzyć publikacje i układać z puzzli całość. Sama siebie uczę, bo nikt mi nie mówi jak ma być. Będzie tak, jak postanowię. A gdybym jednak się pomyliła, mogę liczyć na sugestię. Ktoś musi wiedzieć, że to lubię i że jeśli zaczynam się angażować, to choćbym noce miała zarywać, doprowadzę to do końca.
Nie dla kogoś, dla siebie przede wszystkim. I staram się jak mogę, by nowe przedsięwzięcia nie rozwijały się kosztem tych istniejących. Niestety, działając w pojedynkę, fizycznie nie jest się w stanie sprostać wszystkiemu. Doba mogła by być nieco (ostatnio moje ulubione słowo) dłuższa. A przecież i na grilla trzeba czasem znaleźć chwilę tej letniej jesieni ;)
Ubaw mam dziś z siebie, bo jeszcze parę dni temu powiedziałam "oooo nie". A już po głowie mi błyskawice latają :)
poniedziałek, 16 lipca 2012
spod sceny
Z takim aparatem i obiektywem, który waży tyle co moja lewa noga,to ja mogę na koniec świata :)
A jak się do tego dorzuci Open'erowskie historie, człowiek chciałby na chwię zamknąć swój świat w muzyce.
A jak się do tego dorzuci Open'erowskie historie, człowiek chciałby na chwię zamknąć swój świat w muzyce.
sobota, 14 lipca 2012
sobota, 7 lipca 2012
Jaaa nie mam czasu :)
Na bardzo szybko. Z rzeczy, które znalazłam pakując się w biurze, tych absolutnie niezbędnych: szczoteczka i pasta do zębów (wiadomo, o higienę jamy ustnej należy dbać niezależnie od czasu i miejsca), stanik (czasem trzeba się przebrać przed wyprawą na plażę), koszulka (z tego samego powodu), śpiwór (nie wiem co powiedzieć), dwie torebki (na zmianę, w zależności od tego, co trzeba zapakować wychodząc), kurtka (a jak się nagle zrobi zimno?), dwa parasole (pogoda wciąż taka niepewna), apaszka (a nóż zawieje i trzeba będzie szyję osłonić), aparat, z którego korzystam+ dwa inne (mały, duży, lepszy, słabszy- w pomieszczeniu, na zewnątrz, zawsze inny może się przydać), kolczyki (bo mam nawyk zdejmowania), kartki od znajomych (cieszą oko i przypominją, że ktoś przeżył przygodę i pamiętał), buty (wstyd trochę, ale uzasadnienie jest słuszne- ostatnio wracałam na rolkach), ochraniacze na nadgarstki (w razie wyjścia na rolki), książka (nie nie, nie czytamw pracy, bo nie ma czasu, wróciła do mnie akurat gdy byłam przy biurku), krem do rąk (no co?). Więcej nie pamiętam. Praca naszym drugim domem, lubię się tu czuć jak u siebie, bo u siebie jestem. Żeby nie było- mam porządek, wszystko jest ułożone. Czasem tylko pożartujemy sobie, że gdyby doba była dłuższa, nie wychodzłabym. W końcu- wszystko mam pod ręką :)
P.S.
Mam już wystrugane śledzie do namiotu. Jakkolwiek by to nie brzmiało:) Drewniane oczywiście, bo z innmi w podręcznym bagażu by mnie do samolotu nie wpuścili. Latanie nie jest moim hobby. Byłoby ok,gGdyby nie wsiadanie (a najpierw kolejka przy kontroli, bo może mam bombę albo broń), startowanie i zakręcanie czy krążenie nad lotniskiem. Muszę zatkać uszy, zamknąć oczy i śpiewać sobie w sobie, by znieść takie ekstremalne doznania. Ale dla widoków jakie mam gdy nieba chmury nie przykrywają, mogę znieść wiele :)
Na bardzo szybko. Z rzeczy, które znalazłam pakując się w biurze, tych absolutnie niezbędnych: szczoteczka i pasta do zębów (wiadomo, o higienę jamy ustnej należy dbać niezależnie od czasu i miejsca), stanik (czasem trzeba się przebrać przed wyprawą na plażę), koszulka (z tego samego powodu), śpiwór (nie wiem co powiedzieć), dwie torebki (na zmianę, w zależności od tego, co trzeba zapakować wychodząc), kurtka (a jak się nagle zrobi zimno?), dwa parasole (pogoda wciąż taka niepewna), apaszka (a nóż zawieje i trzeba będzie szyję osłonić), aparat, z którego korzystam+ dwa inne (mały, duży, lepszy, słabszy- w pomieszczeniu, na zewnątrz, zawsze inny może się przydać), kolczyki (bo mam nawyk zdejmowania), kartki od znajomych (cieszą oko i przypominją, że ktoś przeżył przygodę i pamiętał), buty (wstyd trochę, ale uzasadnienie jest słuszne- ostatnio wracałam na rolkach), ochraniacze na nadgarstki (w razie wyjścia na rolki), książka (nie nie, nie czytamw pracy, bo nie ma czasu, wróciła do mnie akurat gdy byłam przy biurku), krem do rąk (no co?). Więcej nie pamiętam. Praca naszym drugim domem, lubię się tu czuć jak u siebie, bo u siebie jestem. Żeby nie było- mam porządek, wszystko jest ułożone. Czasem tylko pożartujemy sobie, że gdyby doba była dłuższa, nie wychodzłabym. W końcu- wszystko mam pod ręką :)
P.S.
Mam już wystrugane śledzie do namiotu. Jakkolwiek by to nie brzmiało:) Drewniane oczywiście, bo z innmi w podręcznym bagażu by mnie do samolotu nie wpuścili. Latanie nie jest moim hobby. Byłoby ok,gGdyby nie wsiadanie (a najpierw kolejka przy kontroli, bo może mam bombę albo broń), startowanie i zakręcanie czy krążenie nad lotniskiem. Muszę zatkać uszy, zamknąć oczy i śpiewać sobie w sobie, by znieść takie ekstremalne doznania. Ale dla widoków jakie mam gdy nieba chmury nie przykrywają, mogę znieść wiele :)
poniedziałek, 2 lipca 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)



