Siła kobiet leży w tym, że są w stanie uznać złudzenia za rzeczywistość
Federico Fellini

czwartek, 17 marca 2011

Codzienne niezwykłości

w drodze ze mną...tak spokojnie


http://www.youtube.com/watch?v=_7C9KbvSJJQ&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=VtKvv4F4fHQ

http://www.youtube.com/watch?v=kukXGeWNq6E&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=kgkIzPyCjfo&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=wifMmFdUxxw&feature=related






I co kilka minut rzucane żartobliwie- a moje życie to się przypadkiem nie zmieniło?:)

niedziela, 13 marca 2011

Suwalszczyzna zdobyta!




Pozostająca pod wrażeniem cudownych uroków suwalskich krajobrazów, wróciłam. Weekend był (!)...i już samo to to bardzo dużo. Rzucone luźno- jedziemy do Suwałk, jedziesz? Odpowiedź natychmiastowa- Jadę! Plecak spakowany. Przygodo, przygodo.
Zaczęło się piątkowe popołudnie. Niesamowite to wszystko w swojej jakby nie było, zwykłości. Przejechaliśmy Suwałki i od razu na górę. Z góry, na górę, z góry...
Zima pożegnana, czas było ruszać witać wiosnę wyczekiwaną.
Wieczorem noc nas zastała. A poranek przywitał promieniami słońca. Sobota- udaliśmy się na wieś co to do niej świat wielki dotrzeć nie zdołał. Cudowne krajobrazy, ludzie z innej trochę epoki, nawet Czesiek, co to myśmy go w bagażniku wieźli (a dziś mi się w to wierzyć nie chce:) jakiś taki nie z tej ziemi. Domy inne, niż te, które oglądam na co dzień. Regionalne kartacze w ilości 1,5 (więcej nie dałam rady) na obiad. Mnóstwo historii wesołych, przekoloryzowanych i prawdziwych. Dużo śmiechu, jeszcze więcej niesamowitych widoków. Uwielbiam dzikość. Cudowny weekend, obym zdołała częściej, więcej, bez zatrzymywania się. Towarzysze wypraw sprawiali, że czułam się wspaniale, a i zmywanie naczyń sprawiało przyjemność ;)
Wszystko, oczywiście, zostało udokumentowane :)




















piątek, 11 marca 2011

Z piątkowych rozważań...

Dobiegł końca tydzień pracy. Właśnie rozpoczęłam weekend. Nie jestem jeszcze pewna jaka będzie zawartość weekendu w weekendzie i jakiej właściwie potrzebuje. Okaże się niebawem.

Ten tydzień był...inny. Zaczęło się już w poniedziałek, kiedy to mniej więcej od południa wiedziałam, że najbliższe dni upłynąć mogą na kilka sposobów, nie miałam jednak wątpliwości, że będą odbiegały od szarości.

Jak minęło poniedziałkowe popołudnie? W dziwnym uniesieniu- mocno pozytywnie. Wtorek budził jeszcze więcej ciekawych emocji. Kolejne dni to powolne, myślami opętane spadanie...na właściwy grunt. Chociaż, co tu kryć, chyba chciałabym wrócić do poniedziałku:) Przez pięć dni zapomniałam o kilku ważnych sprawach. Zaniedbałam obowiązki, jest mi z tym źle, wstydzę się zwyczajnie.


Czwartek był Dniem Mężczyzn, nie obeszło się więc bez życzeniowych wędrówek.


Czwartek. Lód na lodowisku był zdecydowanie zbyt śliski, wszyscy wokół jeździli świetnie, ja- nie:)

Wieczorem dość późnym usiedliśmy w knajpie. Skłonna byłabym powiedzieć, że nasza pięcioosobowa ekipa była tam już tłumem. Mimo tego nadszedł czas, gdy usłyszeliśmy "za 15 minut zamykamy". Zgodnie z prośbą, grzecznie, po kilkunastu minutach opuściliśmy lokal. Udaliśmy się do kolejnego, by pocałować klamkę. Następny- to samo. Cóż się dziwić, to przecież czwartek. Zaopatrzenie zrobiliśmy przez okienko w nocnym sklepie przy parku i mimo, że dostaliśmy do ów parku zaproszenie ze strony triady nietrzeźwych, udaliśmy się, ku uciesze sąsiadów moich, do domu.
Działo się porządnie. Po udanym czwartku, pozostały dowody zbrodni na kredensie w kuchni. Lubię mieć gości:) I bardzo chciałam to wszystko napisać.

poniedziałek, 7 marca 2011

Jak to dobrze, że jest poniedziałek

Dzisiejszy dzień jestem w stanie opisać w jeden tylko sposób- aaaaaaaaaa :)
Mnóstwo pozytywnych razy dziś mi się to wyrwało


Aaaaa z mądrości: A gentleman is a man who has respect for those who can be of no possible service to him.

A powietrze pachnie jak malinowa mamba:)

niedziela, 6 marca 2011

Mój babski świat

Jako kobieta pusta i prosta (like a pink plastic bag), miewam typowe dla osób o tych cechach potrzeby.
Każda, absolutnie każda kobieta, zresztą- mężczyźni też, miewa czasem dziwne sytuacje. Widzi na wystawie jakiś super ciuszek, który głośno krzyczy "musisz mnie mieć". I, nie potrafiąc się oprzeć, wchodzi do sklepu modląc się, by był odpowiedni na nią rozmiar. Jeśli nie ma- czarna rozpacz, jeśli jest- szczęścia ogrom.
I ja tak mam. Sukienka, przepiękna, wypatrzona na allegro. Krzyczy, woła, prosi, namawia. I już zaraz nagonka się zacznie- skoro taka świetna, dlaczego sobie nie kupisz. Nie ma mojego rozmiaru. Poszukuję podobnych chociaż, które by na mnie pasowały. I co? Nie ma. Grrr
A skoro już o sukienkach mowa. Przypomniało mi pewne zdarzenie, w związku ze zbliżającym się się Dniem Kobiet. Było to tak:
- Ja chcę, żeby na dzień kobiet kupił mi sukienkę
- Mi kupi perfumy, już sobie wybrałam
- Mi kwiatki pewnie tylko (aaaa!!!) przyniesie

A czy Wy, drogie panie, kupujecie, własnoręcznie robicie, wymyślacie, poświęcacie czas na przygotowanie niespodzianki i obdarowujecie swoich mężczyzn w piękne dni Chłopaka i Mężczyzny? No, mam nadzieję, że tak, niczego Wam to nie odbiera, a komuś może sprawić przyjemność:)

Nie zdawałam sobie chyba wcześniej sprawy z faktu, iż inne przedstawicielki mojej płci z okazji 8 marca oczekują prezentów. Chyba mi się nie zdarzyło, dlatego tak mnie to zdumiewa. Ale, nie wszystko przecież muszę rozumieć. A skoro już jest jak jest to i ja mogę jedno pragnienie powiedzieć- mała wycieczka kilkugodzinna za jeden uśmiech, w miłym towarzystwie:) Dla oderwania, bo już mi się przykrzy to twarde po ziemi stąpanie. Co jakiś czas trzeba ulecieć na chwilę, by za tygodni kilka, znów za tym zatęsknić.

sobota, 5 marca 2011

once upon a time

piątek, 4 marca 2011

w zimę zaplątana

Zima trwa. Promieniami słońca otulona czuję się znacznie lepiej. Jest, przede wszystkim jasno, a i cieplej się zrobiło. Do tego stopnia, że gdy ostatnio z deską do nóg przymocowaną górkę pokonywałam, musiałam pozbyć się kurtki i polara. Nawet instruktor seryjny podrywacz, zatroskał się, czy oby na pewno nie zachowuję. A te wszystkie upadki w śnieg nic nie przeszkadzały. Białe szaleństwo trwa...i niech trwa.
Co prawda nogi się już do biegu rwą i rower coraz głośniej krzyczy, ale na to będzie czas niedługo.
Z wnętrza mego mogę dodać tyle, że pokonałam siebie (i dlaczego mi tu się sama piosenka śpiewa- pokonamy fale, jeśli każde z nas zbuduje brzeg...nanana).








W pracy sporo pracy:) stąd pewnie zaniedbywanie bloga. Coraz częściej opuszczając redakcję nie mam już ochoty na żadne wizje twórcze. Swoje napisałam. Tu i w wordzie też. Właśnie! Wydrukować miałam, wciąż zapominam:)
Ganiają mnie różne tematy, te bliższe mi i dalsze, przyjemne i mniej, te za których obiektywizm otrzymuje podziękowanie w postaci obrażenia się i takie, za których realizację ktoś potrafi powiedzieć proste "dziękuję". Nie, nigdy tego nie oczekuję, wręcz przeciwnie, to moje źródło utrzymania, za to mi płacą, obowiązek. A jednak, jak raz na kilka miesięcy wymknie się komuś "dziękuję"- bezpośrednio, przez telefon lub smsem, to jest miłe, ciepło się robi, że ktoś...coś, że może to wszystko nie jest pozbawione znaczenia.

Wstałam dziś o 5 rano i ruszyłam w drogę. Zupełnie inaczej świat wygląda o tej porze. Szkoda, że tak rzadko to widzę, ale tyle razy podejmowałam już bezskutecznie walkę z budzikiem, że chyba w końcu się poddałam.

Marzenia są do spełnienia:) Mało tego, są po to, by nadawać sens ludzkim poczynaniom. Bez nich...nie, nie mogłoby ich nie być. Ja mam, poza kilkoma małymi radosnymi, jedno ogromne, taki cel działań wszelkich i motywacja do codziennych poczynań. Ale...o marzeniach nie mówi się głośno, jeszcze by się nie spełniły...