Lubię jeździć pociągiem. Migające za oknem coraz to nowe krajobrazy, zmieniający się w przedziale współpasażerowie, rozmowy z nieznajomymi albo ich brak. Obserwuje co ludzie robią podczas podróży i zajmuje się w końcu tylko sobą. To czas na układanie sobie w głowie różnych spraw, przemyślenia i tęsknoty. Chwile na obcowanie z muzyką, których w codziennych okolicznościach tak mało. Nawet gdy jestem mocno zmęczona, rzadko zasypiam w pociągu. Chyba czasu szkoda.
Tym razem poznałam dwóch Turków. Pokolorowali moją wycieczkę jak nigdy nikt. Przez niemal pięć godzin poznawaliśmy swoje kultury, opisywaliśmy krajobrazy miejsc, w których mieszkamy, zadawaliśmy niezliczoną ilość pytań. Uczyłam podróżników polskiego. Szło im na tyle dobrze, że gdy do przedziału wszedł pan sprzedaący napoje, jeden z Turków pieknie zapytał
- A po ile woda?
- 3,90
- A po ile sok?
- 4,90
- sok poproszę. Dziękuję bardzo
- Ja również
- Mi też
Ależ był szczęśliwy, że sobie poradził. A mi przeszkadzały strasznie braki w angielskim, chociaż ostatecznie nie było aż tak źle, skoro przez tyle czasu pogadywaliśmy sobie.
Nasz kebab jest ohydny podobno, i jak odwiedzę Turcję koniecznie muszę zjeść prawdziwy. Pyszny. Wiele, wiele ciekawych historii i jeszcze więcej śmiechu w tym wszystkim. Bo nadziwić się nie mogli, że my tak sprawnie wymawiamy "czterdzieści cztery", że "Szczyrk" to jedno słowo a nie trzy, że tak mało osób mówi po angielsku i wiele, wiele innych.
Pytali gdzie po jechać, co zwiedzić w Polsce, kraju, w którym pogoda jest tak bardzo absurdalna, gdzie jednego dnia jest wiosna, a kolejnego zima. Oczywiście, zaprosiłam panów na Mazury- the most beautiful place in the world :)
aaaa :)
http://www.youtube.com/watch?v=ZOXG8wtxx_w
czwartek, 14 kwietnia 2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
Czasem trzeba łzę uronić
W piękny wiosenny wieczór wszystko wydaje się być takie jak powinno. Z uśmiechem, bez rozterek, z dobrymi myślami w pamięci. W radości i z optymizmem, którego ostatnio mi nie brakuje. Jest dobrze. Ale czasem po prostu trzeba poczuć słoną kroplę na policzku. To czyni nas ludźmi...
http://www.youtube.com/watch?v=XmRTsI3zOtE
Przyznaję, to już czwarty mój raz dziś z tym utworem.
http://www.youtube.com/watch?v=XmRTsI3zOtE
Przyznaję, to już czwarty mój raz dziś z tym utworem.
Cisza
Kwiecień. Miesiąc, który zapadł w mej pamięci już wcześniej. Od ubiegłego roku nabrał innego wymiaru.
Rok temu nikt nie potrafił nic powiedzieć. W bólu, przez łzy, niezrozumienie, żadne słowo nie wydawało się być dobrym. Teraz mówią wszyscy...byle mówić.
Rok temu spacerowałam po lesie. Na rozmowach o niczym mijało popołudnie. Bo ciężko było powiedzieć coś sensownego. Chwilami trudno było przerwać ciszę, w obliczu tragedii, z jaką przyszło zmierzyć się całemu narodowi, wszystko wydawało się tak małe. A mówić o całym zdarzeniu nie mogłam. Tak mam, nie potrafię podejmować się pewnych tematów od razu. Potrzebuję czasu. Spacerowałam po lesie, tego dnia samemu było ciężko radzić sobie z myślami...
http://www.youtube.com/watch?v=GPvtUjTbV_A&feature=share
Piękne, przyznaje...
Rok temu nikt nie potrafił nic powiedzieć. W bólu, przez łzy, niezrozumienie, żadne słowo nie wydawało się być dobrym. Teraz mówią wszyscy...byle mówić.
Rok temu spacerowałam po lesie. Na rozmowach o niczym mijało popołudnie. Bo ciężko było powiedzieć coś sensownego. Chwilami trudno było przerwać ciszę, w obliczu tragedii, z jaką przyszło zmierzyć się całemu narodowi, wszystko wydawało się tak małe. A mówić o całym zdarzeniu nie mogłam. Tak mam, nie potrafię podejmować się pewnych tematów od razu. Potrzebuję czasu. Spacerowałam po lesie, tego dnia samemu było ciężko radzić sobie z myślami...
http://www.youtube.com/watch?v=GPvtUjTbV_A&feature=share
Piękne, przyznaje...
Jakbym nigdy nic
To zdanie chodzi po głowie mojej pół dnia, tylko natchnienia brak, żeby pisaniu o tym się oddać.
A poniższe utwory nie mają z tym nic wspólnego, są jedynie wspomnieniem karaoke:)
http://www.youtube.com/watch?v=STKkWj2WpWM
http://www.youtube.com/watch?v=dp4339EbVn8
A poniższe utwory nie mają z tym nic wspólnego, są jedynie wspomnieniem karaoke:)
http://www.youtube.com/watch?v=STKkWj2WpWM
http://www.youtube.com/watch?v=dp4339EbVn8
Ta wieczność to tak na chwilę tylko
Ania i Michał- tak nazwijmy bohaterów wieczoru jednego i sceny rodem ze świata niepojętego.
Wieczór. W ośmioosobowym towarzystwie w jednej z mazurskich knajp- oni. Zwykli, przeciętni, normalni, jak wiele innych par. To pierwsze wrażenie, które zmieniało się z każdym kwadransem. Ona- średniosympatyczna, jakby lekko obrażona, zdawkowo odpowiadająca na pytania, bez polotu, ginęła w tłumie, gdy akurat swojej opinii krytykującej czegokolwiek nie wyrażała. On- uśmiechnięty, z każdym kwadransem coraz bardziej, wesoły, dowcipny, sympatyczny. On na chwilę wychodzi na papierosa, ona już zniecierpliwiona- gdzie on jest? Uspokaja ją ktoś - w toalecie, SAM. No jak on mógł, jak mógł pójść do toalety, gdy ona tu siedzi...Obrażona. Dlaczego? Nie wiadomo. On wraca. Chwila, jak to w towarzystwie, wesołych pogaduch i nagle jak nie łupnie. Ona wykrzykuje kilka słów, zrywa się, chwyta już w biegu niemal torebkę, potrąca siedzącą obok dziewczynę- MAM DOŚĆ- wykrzykuje i w te pędy do drzwi. On spokojny ale zdumiony. Za nią biegnie koleżanka. Namówić, żeby wróciła. Przy stoliku chwila ciszy. Nikt nie wie co powiedzieć, jak się zachować, a przede wszystkim- co się stało, skoro nic się nie stało? On, taki stłamszony nagle w swej niewiedzy wyjmuje telefon, wybiera jej numer.
- Nie dzwoń- mówię dziwiąc się, że w ogóle o tym pomyślał
- Nie dzwonić?
- Oczywiście, że nie
Atmosfera znów się rozluźnia, pogadujemy sobie wesoło. Telefon. Ona dzwoni. Mają iść do domu, ona jest już w drodze. On wracać nie chce. Ona obrażona, on spędza czas w wesołym towarzystwie. Poszła. On został. Wrócił kilka godzin później. Czy miał piekło na które nie zasłużył? Pewnie tak. Za co? Zapewne nie wie, jak nikt nie wiedział. Ale do końca wieczoru rozbawiał całe towarzystwo. Świetny chłopak.
Niech teraz ktoś mi powie, że zawsze staje się w obronie przedstawiciela swojej płci...
We wrześniu biorą ślub. On z nią. Ona- zapewne do tego czasu jeszcze setki razy zachowa się w ten sposób. On będzie udawał, że to nic, bo kocha przecież. Kocha więc wybacza takie "drobnostki". A ona kocha? Wezmą ślub, on pewnie już z domu wieczorami spotkać się ze znajomymi nie będzie wychodził. Ona będzie wiecznie obrażona, on tęskniący za normalnością.
Jedno zdarzenie, tak wiem, to za mało, żeby ocenić czyjeś życie i prorokować. Ale tak ich widzę. Niby kochających się ale nieszczęśliwych. Nieszczęśliwego jego, za którym niejedna w ogień by poszła. Wezmą ślub. Gdyby on spojrzał na nich z booku, pewnie by uciekł. A tak...jest mi go zwyczajnie żal. Bo ten typ tak ma. Foch dla focha. Obrazić się, bo skoro ja nie bawię się dobrze, ty też nie możesz. Podejrzliwość i brak zaufania. A data ślubu już ustalona...Jak wiele jest takich par.
Wieczór. W ośmioosobowym towarzystwie w jednej z mazurskich knajp- oni. Zwykli, przeciętni, normalni, jak wiele innych par. To pierwsze wrażenie, które zmieniało się z każdym kwadransem. Ona- średniosympatyczna, jakby lekko obrażona, zdawkowo odpowiadająca na pytania, bez polotu, ginęła w tłumie, gdy akurat swojej opinii krytykującej czegokolwiek nie wyrażała. On- uśmiechnięty, z każdym kwadransem coraz bardziej, wesoły, dowcipny, sympatyczny. On na chwilę wychodzi na papierosa, ona już zniecierpliwiona- gdzie on jest? Uspokaja ją ktoś - w toalecie, SAM. No jak on mógł, jak mógł pójść do toalety, gdy ona tu siedzi...Obrażona. Dlaczego? Nie wiadomo. On wraca. Chwila, jak to w towarzystwie, wesołych pogaduch i nagle jak nie łupnie. Ona wykrzykuje kilka słów, zrywa się, chwyta już w biegu niemal torebkę, potrąca siedzącą obok dziewczynę- MAM DOŚĆ- wykrzykuje i w te pędy do drzwi. On spokojny ale zdumiony. Za nią biegnie koleżanka. Namówić, żeby wróciła. Przy stoliku chwila ciszy. Nikt nie wie co powiedzieć, jak się zachować, a przede wszystkim- co się stało, skoro nic się nie stało? On, taki stłamszony nagle w swej niewiedzy wyjmuje telefon, wybiera jej numer.
- Nie dzwoń- mówię dziwiąc się, że w ogóle o tym pomyślał
- Nie dzwonić?
- Oczywiście, że nie
Atmosfera znów się rozluźnia, pogadujemy sobie wesoło. Telefon. Ona dzwoni. Mają iść do domu, ona jest już w drodze. On wracać nie chce. Ona obrażona, on spędza czas w wesołym towarzystwie. Poszła. On został. Wrócił kilka godzin później. Czy miał piekło na które nie zasłużył? Pewnie tak. Za co? Zapewne nie wie, jak nikt nie wiedział. Ale do końca wieczoru rozbawiał całe towarzystwo. Świetny chłopak.
Niech teraz ktoś mi powie, że zawsze staje się w obronie przedstawiciela swojej płci...
We wrześniu biorą ślub. On z nią. Ona- zapewne do tego czasu jeszcze setki razy zachowa się w ten sposób. On będzie udawał, że to nic, bo kocha przecież. Kocha więc wybacza takie "drobnostki". A ona kocha? Wezmą ślub, on pewnie już z domu wieczorami spotkać się ze znajomymi nie będzie wychodził. Ona będzie wiecznie obrażona, on tęskniący za normalnością.
Jedno zdarzenie, tak wiem, to za mało, żeby ocenić czyjeś życie i prorokować. Ale tak ich widzę. Niby kochających się ale nieszczęśliwych. Nieszczęśliwego jego, za którym niejedna w ogień by poszła. Wezmą ślub. Gdyby on spojrzał na nich z booku, pewnie by uciekł. A tak...jest mi go zwyczajnie żal. Bo ten typ tak ma. Foch dla focha. Obrazić się, bo skoro ja nie bawię się dobrze, ty też nie możesz. Podejrzliwość i brak zaufania. A data ślubu już ustalona...Jak wiele jest takich par.
środa, 6 kwietnia 2011
Z pamiętnika wieśniaczki
Wiosna miała zagościć na dobre, a tymczasem wciąż kręci, mąci, oszukuje. Ale jak już przyjdzie na dobre to z pewnością w głowie niejednemu zawróci. Nie zdziwię się jak ktoś zapyta "A Tobie co z tą wiosną?". Tak z przyzwyczajenia czekam, każdego roku wyglądam maja, kiedy to zaczynam wędrówkę po świecie bez kurtki:)
Właściwie, nic chyba się nie dzieje. Nie wiem zresztą sama, bo nie mam czasu zauważać.
Dobre jest to, że nieustannie ktoś "ma sprawę", że ja tym sprawom staram się sprostać, że wieczorami nie sprawdzam służbowej poczty, że...wiele rzeczy jest dobrych:)
A niedobre jest to, że znów zaczęłam zapominać o różnych sprawach, za to gubić rzeczy, zostawiać gdzie popadnie, poszukiwać ich, czyli słowem roztrzepanie daje o sobie znać, ale co tam- humor czasem poprawia:)
Aerobic. Lekko nie jest ;) A poważnie, jak to dobrze się poruszać, rozruszać. Dla mnie bomba. A co po dzisiejszych wyczynach się dzieje? Śmieszne, bo tyłek boli... ale czego się nie robi dla jędrnych pośladków:) A takie wypada przecież mieć;)
Na wieś mi się chcę. Mieszkam w niedużym mieście, a jednak i z takiego czasem mam ochotę na chwil parę wyrwać się w dzikość. A może jutro? A może rowerkiem?
W trójeczce usłyszałam i się ciąąągnie po głowie:
ładnie brzmi, zatrważająco nieco...
i fenomenalne
Właściwie, nic chyba się nie dzieje. Nie wiem zresztą sama, bo nie mam czasu zauważać.
Dobre jest to, że nieustannie ktoś "ma sprawę", że ja tym sprawom staram się sprostać, że wieczorami nie sprawdzam służbowej poczty, że...wiele rzeczy jest dobrych:)
A niedobre jest to, że znów zaczęłam zapominać o różnych sprawach, za to gubić rzeczy, zostawiać gdzie popadnie, poszukiwać ich, czyli słowem roztrzepanie daje o sobie znać, ale co tam- humor czasem poprawia:)
Aerobic. Lekko nie jest ;) A poważnie, jak to dobrze się poruszać, rozruszać. Dla mnie bomba. A co po dzisiejszych wyczynach się dzieje? Śmieszne, bo tyłek boli... ale czego się nie robi dla jędrnych pośladków:) A takie wypada przecież mieć;)
Na wieś mi się chcę. Mieszkam w niedużym mieście, a jednak i z takiego czasem mam ochotę na chwil parę wyrwać się w dzikość. A może jutro? A może rowerkiem?
W trójeczce usłyszałam i się ciąąągnie po głowie:
ładnie brzmi, zatrważająco nieco...
i fenomenalne
niedziela, 3 kwietnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)